Blog > Komentarze do wpisu
Szkocja. Glasgow. Pożegnanie.
Na początek był Edynburg, polityczna stolica Szkocji - na koniec Glasgow - największe miasto i komercyjna stolica krainy. Dawniej zwane drugim (po Londynie) miastem Imperium dziś nadal odgrywa znaczącą rolę w życiu Wysp Brytyjskich.
Glasgow (szkocki nizinny: Glesga; gaelicki: Glaschu) jest, jak już wspominałem, największym miastem Szkocji (wraz z sąsiednimi osadami w dolinie rzeki Clyde mieszka prawie 2,5 miliona ludzi - połowa Szkotów).

Mam z tym miastem kłopot. Kiedy je odwiedziłem, pięknie świeciło słoneczko, zabudowa całkiem inna niż w reszcie Szkocji - kamienice przy ulicach reprezentacyjnego centrum miasta strasznie imperialne, dużo czerwonej cegły, nie szarego kamienia, masa atrakcji, ciekawe muzea, etc...
A jednak czegoś mi tu brakło. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć czego. Może po prostu byłem tu za krótko? Albo nie lubię dużych miast?

W Glasgow byłem dwa razy, raz przejazdem, z lotniska w Prestwick (zaimponował mi dworzec kolejowy - naprawdę ładny i, ciężko w to uwierzyć, nie śmierdzi uryną), drugi raz jako typowy turysta.
No, może nietypowy...

Najpierw zacznijmy od rzeczy typowych. Centrum miasta leży na zboczu doliny rzeki Clyde, więc, od razu zaznaczam, trzeba się nachodzić pod i z górki. Głównym placem miasta jest George Square - przestronny, pełen imperialnej buty i pychy. W końcu Imperium Brytyjskie było największym tworem państwowym w historii, więc trochę dumy nie zaszkodzi. Jedynymi, które nic sobie z tego nie robią są wszędobylskie gołębie...


W pobliżu placu znajdziemy Agryll Street i Buchanan Street - główne pasaże handlowe Glasgow, a także dworce autobusowy i kolejowy. Warto przespacerować się tymi wspomnianymi deptakami (zwłaszcza Buchanan - Agryll leży w jednej płaszczyźnie, przez co jest mniej ciekawe). Oprócz wizyt w sklepach warto też przyjrzeć się wiktoriańskim kamienicom piętrzącym się przy tych (i pozostałych) ulicach.



Jeżeli kogoś znudzi wielkomiejski zgiełk, niech uda się w stronę koryta rzeki Clyde - tam znaleźć można całkiem przyjemny park, w którym złakniona spokoju dusza z pewnością sobie odpocznie.

Clyde jest jedną z najważniejszych rzek Szkocji. Strathclyde, dolina Clyde, stanowiła jedno z centrów formującego się średniowiecznego Królestwa Szkocji - istaniało tu celtyckie królestwo już w czasach rzymskich.
O tym, że Glasgow nie zostało zbudowane w czasach rewolucji przemysłowej świadczy chociażby odbudowany zamek biskupów czy Katedra św Mungo, jeden z nielicznych średniowiecznych kosciołów, który w miarę bezboleśnie przeżył reformację.
Na pobliskiej imponujacej nekropolii znajduje się statua upamiętaniająca Johna Knoxa - reformatora religijnego, o którym mowa była już nie raz.
W zamku zaś znajduje się Museum of Religious Life & Art - wstęp jest darmowy, podobnie jak do innych muzeów miasta - prezentujący zwyczaje i sztukę wielu światowych religii.



Ciekawych muzeów w Glasgow jest sporo. Na niektóre można natknąć się przypadkiem (jak wspomniane powyżej muzeum koło Św Mungo), inne cieszą się szeroką sławą.
Jednym z mniej znanych jest połozone w nadrzecznym parku People's Palace and Winter Gardens. W pałacu, obok niewielkiej palmiarni, umieszczono ekspozycję pokazującą jak wyglądało życie codzienne na przestrzeni ostatnich stu lat. Oprócz sprzętów gospodarstwa domowego znadziemy tam piłki nożne, gitarę Billego Connollego i plakaty zachęcające do walki w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Bardzo sympatyczne miejsce.


Niedaleko tegoż muzeum znajduje się miejscowy pchli targ, ale o tym będzie mowa w części poświęconej niezwykłej turystyce.

Żelaznym punktem wycieczki do Glasgow powinien być spacer nad rzekę Kelvin. Czemu? Nad tą rzeką znajduje się University of Glasgow, słynne Kelvingrove Art Gallery and Museum oraz Muzeum Transportu.
Uniwersytet góruje nad wszystkim potężną wieżą, budynek Galerii i Muzeum kryje sporycj rozmiarów rozgardiasz, zaś Muzeum Transportu zainteresuje każdego faceta...






Cóż, więcej przewodnikowych atrakcji nie udało mi się zobaczyć, za to wyruszyłem (a było to z mojej strony niezbyt mądre - Glasgow ma bardzo wysoki wskaźnik przestępczości) pozwiedzać okolicę. Okolica nie zachęcała wcale...



Dla przeciętnego polskiego kibica Glasgow jest miejscem, gdzie w miejscowym Celticu gra Artur Boruc. Postanowiłem odwiedzić Celtic Park...
Z jednej strony wspaniały ten stadion otaczają domki jednorodzinne, gruzowisko i parking, z drugiej zaś - cmentarz.


Jak wspominałem, niedaleko centrum miasta natrafić można na pchli targ, taki z prawdziwego zdarzenia. Nazywa się The Barras, pełen jest zgiełku i koloru. Można stracić głowę...


Jeżeli wierzyć królowej nauk, statystyce, nie trzeba być Saracenem, żeby w Glasgow stracić głowę. Na szczęście mnie nic złego nie spotkało.
A jeżeli chodzi o optymistyczne podejscie do życia to:


Tyle, jeśli chodzi o Glasgow. Był to ostatni punkt zwiedzania Szkocji, ale nie koniec eskapady po Wyspach Brytyjskich.
Skoro bowiem zajrzałem do drugiego miasta Imperium, jak można by nie zajrzeć do pierwszego?

Pozdrawiam.
wtorek, 26 stycznia 2010, adamadamas